Rozwój duchowy vs. rozwój materialny

Rozwój duchowy kontra rozwój w świecie materialnym: „nieprzemijające” kontra „tymczasowe”. Pomniejsze rodzaje własnego „rozwoju” mogą się zaliczyć do jednego z dwóch już wspomnianych, może za wyjątkiem rozwoju psychicznego, który de facto łączy obie kategorie, jest czymś pośrednim.

Na którym się skupić, i dlaczego obie odpowiedzi muszą być zarazem prawdziwe i błędne?

Podstawą rozwoju duchowego (najważniejszego – w odróżnieniu np. od materialnej aplikacji zdolności parapsychicznych / psionicznych) jest wyjście z pułapki reinkarnacji [link]. W większości przypadków, gdy mowa o rozwoju duchowym, mam właśnie to na myśli. Można to nazwać równie dobrze dążeniem do Zbawienia albo Oświecenia – generalnie, to to samo.

Do rozwoju duchowego można by też załączyć wszelkie inne dążenia, działania itd., które skupiają się na życiu duchowym, czyli, można powiedzieć, na ciele astralnym, mentalnym itd., a ściślej: rozwijaniu swoich możliwości (i wpływów? bo to powiązane?) w immaterium, świecie niematerialnym, bądź wpływania na świat materialny za pomocą środków tzw. parapsychicznych… jednak są to kwestie poboczne, drugorzędne, a niektóre nawet trywialne bądź anty-rozwojowe – pułapek na drodze i ułudnych ścieżek jest dużo.

Rozwój w świecie materialnym – taki jak kariera, bezpieczeństwo finansowe, edukacja, zdobywanie kontaktów i znajomych, trening mięśni ciała, przynajmniej po części też tzw. rozwój osobisty – to rzeczy, które zwykle nie są tematyką tej strony – skupionej raczej na tym, co za zasłoną materii.

Wpis więc można by było zakończyć prostym stwierdzeniem – ważniejszy rozwój duchowy, jak powiedział to Jezus do Marty (Łk 10,42) w sytuacji obrazującej ten dylemat. Sprawa rozwiązana.

(38) A gdy szli, wstąpił do pewnej wioski; a pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła go do domu. (39) Ta miała siostrę, a na imię jej było Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała jego słowa. (40) Marta zaś krzątała się koło różnej posługi; a przystąpiwszy, rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Powiedz jej więc, aby mi pomogła. (41) A odpowiadając rzekł do niej Pan: Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; (42) niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta. – Łk 10, 42

Pojawia się jednak mały problem.

Nie trzeba rysować sytuacji, dobrze znanej każdemu. Jezus w Ewangeliach ot tak rozmnażał pożywienie lub otrzymywał je od słuchaczy. Śmiem się założyć, że większość z Was, Drodzy Czytelnicy, nie otrzymałaby wyżywienia za głoszenie prawd duchowych… a już na pewno nie za ich studiowanie. Ani nie potrafi stworzyć sobie potrzebnych do (prze)życia dóbr.
Nie mówiąc już o poziomie pozwalającym na używanie dzisiaj dość podstawowych, choć wysoce zaawansowanych dóbr, takich jak… urządzenia z dostępem do internetu.

Jeżeli nie będziesz dbał o ciało, rozwój materialny, umrzesz. Nieprzygotowany, najprawdopodobniej znów trafisz do recyklingu i wylądujesz w kolejnej inkarnacji. Koniec rozwoju duchowego w bezpiecznym ciele na Ziemi.

Tak, bezpiecznym. Co prawda, jesteśmy jak satelity na orbicie Ziemi, gdzie jest tyle odpadów (które sami tam umiejscowiliśmy, swoją drogą), że zawsze może w nas coś uderzyć – może nas uszkodzić, albo rozbić w kawałki (zabić) teoretycznie w każdej chwili.
Na co dzień może spaść na Ciebie meteoryt, albo cegła w drewnianym kościele. Czy z tego powodu nie wychodzisz z domu? Takie jest życie, jak powiedział polityk Paweł Tanajno w debacie przed wyborami na prezydenta Warszawy 2018, „W jednej chwili ktoś nam może powiedzieć, że mamy rozwiązane sznurowadło, a za chwilę możemy się dowiedzieć, że mamy raka.” Pomijając jednak kwestie możliwych losowych zdarzeń, życie jako człowiek na Ziemi szczególnie dzisiaj jest dosyć stabilne, zwłaszcza w niektórych jej regionach.

Właściwie, to każdemu rozumnemu człowiekowi nie powinno być w ogóle potrzeby tłumaczenia konieczności i dobrych owoców rozwoju finansowego, intelektualnego, fizycznego czy psychicznego, w tym tzw. osobistego.

Nie mając co jeść, nie będziesz w stanie zgłębiać żadnych wielkich prawd, bo umrzesz z głodu. Nie mając komputera i internetu, nie dotrzesz do ogromnych pokładów informacji, wiedzy… i można tak długo wymieniać.

Wszyscy więc, którzy o to dbają, dobrze robią.

Dlaczego więc bogatemu trudniej niż wielbłądowi przez ucho igielne (Mt 19, 24)? Sens zdania jest oczywiście taki, że jest to możliwe, tylko trudniejsze; tego dowodził nawet Radtrap w jednym ze swoich wpisów, analizując pomyłkę w tłumaczeniu tekstów oryginalnych.

Odpowiedź: Ponieważ pojawia się oczywista pułapka. Ale pułapki są dwie – ta pierwsza ma siostrę, o której niektórzy zapominają, ale po kolei.

Skupienie zbyt dużej uwagi na sprawach doczesnych powoduje brak czasu na te najważniejsze – to pułapka pierwsza – dla wielu oczywista.

Naturalnie drugim obliczem tego samego problemu nierównowagi, dysharmonii, jest przesadzenie w drugą stronę, czyli zapominanie o swoim życiu w świecie materialnym. I, rzecz jasna, nie ma tu jedynie mowy o własnym, literalnym przeżyciu na Ziemi, lecz o dobrym (wzorowym, najlepiej nieskazitelnym, tolerancyjnym, pokornym, z otwartym umysłem – sprawiedliwym) odgrywaniu swojej roli w teatrze życia codziennego, które jest Twoim przedstawieniem.

Zapominanie o którymkolwiek z gałęzi rozwoju jest zaburzaniem dobrej równowagi, które musi prowadzić do katastrofy, która je wyrówna.

To oczywisty dualizm, tak jak wszyscy bogowie z dwoma twarzami, jak heksagram, jak pentagram zwykły i odwrócony – duchowość i materia, strona rozumu i strona zwierzęca, aspekt intelektu i aspekt dzikości.

 


Tutaj wypada mi jeszcze się odnieść do tzw. rozwoju osobistego i rozwoju psychicznego. Rozwój psychiczny rozumiem jako zniszczenie wadliwych wzorców i przekonań w naszej psychice, a w szczególności, jeżeli kogoś to dotyczy – pokonanie chorób psychicznych, nad którymi jednak pochylał się nie będę, bo to rozległy i trudny temat; bardziej niż współczesny, główny nurt psychiatrii, myślę, że pomoże wiele innych, mądrzejszych i często starszych rzeczy… jednak rozwiązanie takich kwestii jest podstawą, początkiem ścieżki rozwoju duchowego.
Do rozwoju psychicznego oczywiście zaliczam też studiowanie psychologii, zrozumienie działania swojego umysłu i swojego postępowania, a następnie – innych ludzi.
Pojawia się więc tutaj i psychoterapia.
Społeczeństwo znacznie lepiej by wyglądało, gdyby ludzie więcej czasu poświęcali na zrozumienie siebie i innych, na własny rozwój psychiczny. Gdyby w ogóle poświęcało na to jakiś czas.
Owy rozwój przeplata się z ezoteryką, jeszcze niedawno bowiem jego elementy tylko do tej kategorii były zaliczane, dlatego uznałem go za swego rodzaju kategorię pośrednią.

Zaś rozwój osobisty, dobrze rozumiany, czy prowadzony, uczy wielu dobrych umiejętności, nawyków przekonań, rzeczy. Również polecam. Oczywiście zawsze należy wszystko kwestionować i być krytycznym.

I być bardziej wdzięcznym za konstruktywną naganę, nawet jeśli miała tylko zaszkodzić, niż za pustą pochwałę, w szczególności, gdy miała się przede wszystkim Ci spodobać.

Z pierwszego można wynieść wiele, drugie jest tylko najzwyklejszym haczykiem.

 

 

Posted on 2 lutego 2019, in Chrześcijaństwo, Ezoteryka, Rozwój psychiczny, Życie and tagged , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: