Priorytet: Biotransformacja. Depopulacja i specjalizacja genetyczna 💉
Technologia już nam umożliwia zmianę genomu populacji. Źle wykorzystywane ludzkie zasoby muszą zostać zagospodarowane w efektywny sposób. Tracenie energii, zasobów na utrzymywanie populacji w produktywności za pomocą dostarczania im dóbr konsumpcyjnych jest kosztowne. Należy zredukować nadmierną populację – ludzie pracujący na zaspokojenie potrzeb innych są niepotrzebni. Do obsługi przemysłu i usług tam, gdzie roboty nie są aktualnie opłacalnie, potrzebna jest znacznie mniejsza liczba ludzi, niż żyje obecnie.
Tylko jak obniżyć populację i zmienić genom pozostałej w efektywny sposób? Główna akcja musi być w naszym interesie, ale główni jej przeciwnicy muszą być również przez nas sterowani, klasyką dialektyki Hegla, bądź operacji Trust.
No dobrze, czyli jak konkretnie?

Eksperyment z USA zawiódł. Kolonizacyjna populacja wykazała skłonność do eksponowania całej palety ludzkich wad, kłócąc się nawzajem, ufając pseudonauce, dzieląc się na zwalczające się ze sobą kulty i marnując surowce naturalne na własne zachcianki. Metody KGB tzw. demoralizacji przywiodły już skutecznie USA na kolana. Umarł król, niech żyje król, żaden show, nic nowego.
Podziw wzbudza brutalna efektywność zarządzania surowcem ludzkim przez Komunistyczną Partię Chin. Ale zaraz, przecież możemy osiągnąć więcej. Trzeba zmienić ludzki genom.
Gospodarka dąży ku specjalizacji. Poszczególne zawody zajmują się coraz węższymi sektorami wiedzy. Dlaczego mielibyśmy nie dokonać specjalizacji już na wcześniejszym poziomie – ludzkich genów? Predysponować konkretnych ludzi ku konkretnym zadaniom – temu większą inteligencję, temu pamięć, temu siłę fizyczną, temu – czas reakcji… Ilość kombinacji jest nieskończona.
Ale tak, ludzie są uparci. Mają swoje ukochane własne zdanie. Mają tendencję do wyrażania własnego zdania, nawet jak jest złe. Niechcąc urażać nikogo, ten wybór gorszej opcji, niewłaściwej, z własnego kaprysu, to coś, co reprezentuje odwrócony pentagram.
A zwalczanie oporu… tak jak w każdym urządzeniu elektrycznym, powoduje straty. Straty energii, zasobów. Te straty należy wyeliminować. Wyeliminować ludzki opór. Fluor w wodzie dla więźniów w obozach koncentracyjnych… tak, niektórzy jeszcze pamiętają takie smaczki. ALe to było i 80 lat temu trywialne. Dzisiaj mamy lepszą technologię. Wiadomo, że [LINK] męskość musi zostać zniszczona. Jesteśmy w trakcie. Nadal jednak pozostaje element reakcyjny. Co z nim zrobić?
Strzelanie do ludzi jest prymitywne. Może jest widowiskowe, może wojsko się cieszy, ale zostawia dużo bałaganu i bardzo negatywnie wpływa na opinię publiczną. To nieefektywne, wystarczy poczytać dzieje Związku Radzieckiego. Gdy ludzie się boją, chcą uciec, źle pracują, nie są zmotywowani. Potrzebne jest bardziej skuteczne rozwiązanie.
Najnormalniej na świecie, należy zmienić ludzki genom. Niech cieszą się i będą zadowoleni z pracy. Wyeliminujmy smutek, trud, ból, nienawiść. Mogą być szczęśliwi pracując dla nas. Nastąpi raj na ziemi, w którym prawdziwym orgazmem dla nich będzie codzienna, mozolna praca. Wyplewić strach, wyciąć opór. Na ich miejsce szczęście i efektywna praca. Któż nie chce życia pełnego szczęśliwości?
A świadomość? A na co ona komu? Eksperymenty dawania im wolnej ręki i tak trwały za długo. Pospólstwo nie jest zainteresowane rozwojem własnej świadomości, lecz wyłącznie zaspokojeniem fizjologicznych potrzeb. Oczywiście, są jednostki, które pragną „władzy i pieniędzy”, stanowią oni dobre narzędzia, które potrafią dość dobrze wykonywać polecenia, gdy zaaplikuje się w stosunku do nich metodologię marchewki na kiju… Ale są też jednostki, które w efekcie rewelacyjnie skutecznych środków aktywnych KGB wykazują brak umiejętności radzenia sobie z własnymi emocjami i podstawowymi czynnościami życiowymi, ze względu na destabilizację psychiczną. Żałosne, ale i jak zabawne. Natomiast rozwój świadomości ich nie interesuje, dzięki czemu nie stanowią żadnego zagrożenia.
Pozostaje jeszcze jeden problem: dostosowanie liczby populacji. Nadmierna populacja zużywa surowce, które przecież mogą być lepiej wykorzystane. Rozpasanie ich swobód należy w końcu ukrócić, niewolnicy własnych schematów myślowych, błędów poznawczych, heurystyk myślenia, instynktów i tępych tradycji nie zasługują na taki dostęp do surowców, jak Elita. Ale daremnie słów, redukcja populacji – rzecz oczywista. Tylko jak to zrobić?
Przemiał w obozach przy dzisiejszej technologii nie ujdzie, zaraz ktoś to nagra i będzie problem. Należy to zrobić czysto, sterylnie. Tak, wojna by załatwiła sprawę szybciej, ale jest dość brudna, marnuje zasoby. Może jednak lepiej to zrobić higienicznie?
Najlepiej byłoby zrobić zarazę, np. jakiejś bakterii, albo czegoś mniejszego… o objawach pojawiających się wiele dni po zakażeniu – dzięki temu zakażeni będą roznosić chorobę, myśląc, że są zdrowi. Może nawet pomyślą, że ta choroba nie istnieje – wystarczy uruchomić tzw. pożytecznych idiotów oraz agentów wpływu. Stwierdzą, że choroba nie istnieje. Część oczywiście uwierzy. Hmm…. Tak! Trzeba im zaaplikować strzykaweczką lek na tą zarazę. Zróbmy zabawnie, niech także im zaatakuje płodność, jak i wirus. Może to nawet efektywniej. Jednym i drugim sposobem można edytować ludzki genom. To znaczy raczej tu wirus by się przydał, niż bakteria… mniejsza z tym, coś się wymyśli. Droga do naszego rozwiązania jest coraz bardziej przejrzysta.
Ale ci cholerni ludzie zaczną zaraz kwiczeć i protestować, jak tu pracować?? No nic. Musimy opracować te bionarzędzia tak, aby efekty były opóźnione. Stworzenie zarazy, leku, trucizny w jedzeniu lub innego rozwiązania, które działałoby szybko, równie szybko by otworzyło pospólstwu oczy na to, co robimy. Jeżeli się zorientują, że coś ich zabija, to będą tego unikać… Najlepiej by sterylizacja – higieniczna metoda zablokowania im rozmnażania się – przebiegała powoli. Odłożone w czasie efekty spowodują, że ludzie, którzy będą się bali naszej choroby, albo naszego antidotum na tą chorobę, będą wyglądali na głupców, którzy boją się czegoś, co pozornie nie stwarza zagrożenia.
Oczywiście kluczem jest wojna informacyjna. Musimy sprawić, by istniały dwie główne wersje wydarzeń – obie mają motywować wierzących w nie ludzi do działania na naszą korzyść. Jak tak teraz myślę, to chyba metoda bezpośredniej aplikacji mieszanki danym osobom może być skuteczniejsza, niż ta cała choroba… jeszcze tylko trzeba coś wymyślić, byśmy uzasadnili wprowadzenie rejestru osób, które już są odstrzelone, i nie. Ale wróćmy do tematu. Ludzie, którzy będą się opierać naszej Biotransformacji muszą być postrzegani jako idioci. Należy sprawić, by wierzyli w bzdury. Wykreowani płaskoziemcy znów się przydadzą – skojarzymy ich z nimi. Ale, cholera, to może nie wystarczyć. Wiem! Wmówmy ich liderom, że nasza choroba nie istnieje. Wtedy każdy racjonalny człowiek będzie od nich uciekał widząc, że tamci przeczą rzeczywistości. Jednocześnie przyjdzie do nas po swoją działkę…

Teraz wystarczy zepchnąć tych stawiających opór biotransformacji do gett, gdzie nasza choróbka powoli ich wykończy. Większość z opierających się i tak nie będzie w nią wierzyć, co przyśpieszy jej przenoszenie – cudownie.
Tylko jest mały problem. Jak to sprzedać? Media, dobra, zrobią swoją robotę, ale co z całą gospodarką? Hmm. A w sumie dlaczego miałby to być problem? Przecież można tyle dobrych zmian wprowadzić takim sposobem! Co więcej, pojedyncze elementy reakcyjne, podejrzewające, że tu chodzi o coś więcej, pomyślą, że chodzi o pieniądze. Dzieci, które nie rozumieją, że pieniądz jest iluzją… O ileż mi to ułatwia robotę!…
Tak. Jeszcze parę szczegółów jest do dopracowania, ale to już nie moja w tym głowa, coś wymyślą. Publika i tak w to uwierzy, hahah! Ciekawe swoją drogą, co mój przełożony chce osiągnąć z tą manipulacją genami, czy oprócz edycji konkretnych cech, nie ma tam czegoś ciekawszego… mniejsza, i tak się dowiem. Kocham swoją pracę.
Wpis z 21.09.2021r.




Dodaj komentarz
Comments 0